Okiem Statysty(ka) Kolejka V, Ola, Zuzia, Ksawery
21 listopada 2012
Dziś o Rudzkiej Amatorskiej Lidze Koszykówki od innej strony, tej organizatorskiej, o tym, że (nie uwierzycie) czasem dzieją się rzeczy ważniejsze od koszykówki, o rektorze Uniwersytetu Koszykówki filia w Rybniku oraz pojedynku na groźne miny.
 
Aleksandrę Poloczek poznałem ponad dziesięć lat temu, kiedy na zaproszenie Andrzeja Pustelnika pierwszy raz zostałem obserwatorem podczas streetball'a, organizowanego wtedy przez rudzki MOSiR co roku pod kościołem w Nowym Bytomiu. Ola kojarzyła mi się wtedy w zasadzie tylko z Arką Noego. Tak tak, dla mnie była to „ta baba co niy rozumi, że jak grajom w kosza to sie puszczo hip-hop a niy jakieś: Taki mały, taki duży...”. Co zrobić... Zarówno wtedy jak i dziś sto razy lepiej rozumiała jak wiele czynników i szczegółów decyduje o tym, żeby organizowana impreza wypaliła, a do tego ktoś chciał ponownie wyłożyć pieniądze by mogła się ona odbywać co roku. My do tego wszystkiego podchodziliśmy trochę zero-jedynkowo, wiadomo dla nas ważna była tylko koszykówka, a cała reszta nie miała żadnego znaczenia. Musiała jej się jednak spodobać pasją, z jaką podchodziliśmy do tego pięknego sportu, bo po niespełna dwóch latach zaproponowała Andrzejowi przejęcie prowadzenia RALK. Nie zapomnę jak ten na drugich finałach ŚLLK zapytał mnie co o tym myślę i czy bym się pisał. Odpowiedź mogła być tylko jedna: „robiymy to”. No i tak się to zaczęło i trwa do dziś. Dwa miesiące temu rozpoczął się IX sezon RALK pod „naszymi rządami”, a jedna rzecz się nie zmieniła: Ola dalej w nas wierzy i nam ufa. Gdyby tak nie było, już od dłuższego czasu pewnie trwałoby zwijanie interesu. Niestety czasy są jakie są i sport dla żadnego miasta na Śląsku nie jest w tej chwili priorytetem (słusznie czy niesłusznie – temat na oddzielny tekst), a budżety na imprezy sportowe maleją , a nie rosną. Dzięki zaangażowaniu Aleksandry i MOSiR-u w którym jest szefową działu imprez, Rudzkiej Amatorskiej Lidze Koszykówki nie stała się póki co żadna krzywda, a my w żaden sposób nie odczuliśmy kryzysu, który z impetem wdziera się w coraz więcej sfer życia. Pamiętajcie o tym, choć pewnie i tak nie raz o tym jeszcze przypomnę. RALK to nie tylko te osoby, które widzicie co tydzień przy stoliku, czyli w tym sezonie głównie Krzysiek Pustelnik, Tomek Kucharczyk i ja, ale także właśnie Ola i Andrzej, którzy dbają o wasze komfortowe warunki do grania w koszykówkę. Dlaczego to dla mnie takie ważne? Bo mam w tym osobisty „interes”. Cieszę się niezmiernie i doceniam, że już tak długo mogę realizować swoją pasję i mam nadzieję, że jeszcze długo będzie mi dane to kontynuować i wiem dzięki komu to wszystko.
Nie dość, że Ola jest jedną z najinteligentniejszych osób jakie znam, to jeszcze ma ogromne serce do pomagania innym. Tym razem zaangażowała się w pomoc dla chorej dziewczynki o imieniu Zuzia. Cel jest jasny:
„„Zuzia zapytana o marzenia szybko przeszła do rzeczy mówiąc, że największym z nich jest wyjazd do Disneylandu! Interesuje ją tam absolutnie wszystko! Dziewczynka słyszała, że to jedno wielkie wesołe miasteczko i wprost nie może się doczekać, żeby osobiście doświadczyć wszystkich jego atrakcji. Nie straszne jej żadne kolejki górskie, ani domy strachów, za to wata cukrowa ma się czego bać, bo kiedy w pobliżu pojawi się Zuzia, jedyne ślady jakie po wacie pozostaną, będą na buzi Zuzi! Ponadto po bardzo długim pobycie w szpitalu, dziewczynce bardzo zależy na tym, żeby wyjechać i spędzić wreszcie czas z rodziną, tak jak podczas ostatnich wakacji, zanim Zuzia zachorowała.”
Sposób na pomoc bardzo prosty:
Wystarczy, że 16 grudnia o 15:00 wyruszycie razem z nami z rynku w Rudzie Śląskiej – Nowym Bytomiu i przebiegniecie mniejszy lub większy dystans (1000 lub 4000 metrów). Wpisowe – wolny datek - zostanie przeznaczone na spełnienie marzenia Zuzi. Zachęcam więc, wszystkich ludzi dobrej woli do wzięcia udziału w tym biegu. Myślę, że nasze środowisko koszykarskie da dobry przykład i licznym przybyciem wspomoże akcję. Bardzo was o to proszę. Mali i duzi pomagają Zuzi!
Szczegóły na facebooku, gdzie można dołączyć do wydarzenia i zaprosić swoich znajomych: http://www.facebook.com/events/252430828215653/
To jak? Pomożecie?
W tytule „Oka” jest też trzecie imię, czyli Ksawery. Chodzi oczywiście o Fojcika, grającego obecnie w zespole Rybnik Team. Dla mnie to po prostu Rektor Uniwersytetu Koszykówki filia w Rybniku. Pierwszy raz usłyszałem o nim tak dawno, że już nie wiem nawet kiedy to było. Pamiętam za to strach zawodników reprezentacji RALK jak jechaliśmy na pierwsze mistrzostwa lig amatorskich do Goczałkowic i nerwowe rozglądanie się na rozgrzewce czy w drużynie z Rybnika jest Ksawery czy nie. Nastawienie było takie, że jak jest Fojcik to nie ma co próbować, bo i tak się nie uda. No i przyszedł sezon 2009/2010, w którym to Kocikom udało się namówić go do gry w RALK. Od pierwszych meczów jego występy robiły ogromne wrażenie nie tylko na niżej podpisanym, ale wszystkich obserwatorach ligi. W zasadzie do dziś nie wiem jak mogli wtedy przegrać finał z Budsarem, ale fakt jest taki, że w pierwszym swoim sezonie w RALK Ksawery nie zawiesił na szyi kolejnego złotego medalu. Co się odwlecze to nie uciecze... W kolejnych dwóch sezonach Kociki z Fojcikiem w składzie okazały się bezkonkurencyjne, a „Rektor” miał znaczący udział w obu tryumfach. Kiedy po poprzednim sezonie w drużynie aktualnego mistrza zaszła głęboka zmiana pokoleniowa, Ksawery wykorzystał ten moment, by przystąpić do RALK z własną drużyną, złożoną z graczy z Rybnika. Turniej kwalifikacyjny był formalnością, więc słusznie założyli, że trzeba wygrać dwa mecze i tyle, żadne dodatkowe spinanie się nie jest potrzebne. Ot, zrobili co mieli zrobić. Teraz już czterokrotnie cieszyli moje oczy swoimi występami w II lidze, gdzie na tle dotychczasowych rywali wyglądali właśnie jak grupa wykładowców, którzy pod czujnym okiem „Rektora” przyjeżdżali do Rudy Śląskiej by udzielać lekcji koszykówki. Na studiach – jak wszyscy chyba – zawsze wolałem ćwiczenia niż wykłady, więc i w tym wypadku zajęcia praktyczne niosą ze sobą ogromną wartość poznawczą. No nie da się ukryć, że mam mnóstwo radochy z oglądania zespołu Rybnik Team w akcji, bo oni po prostu grają w koszykówkę i jeszcze dobrze się przy tym bawią, a to co robił w ostatnich dwóch kolejkach Ksawery to po prostu majstersztyk. Podania, którymi obdzielał kolegów, wielokrotnie powtarzane te same proste akcje, rzuty oddawane na kompletnym luzie z dowolnego miejsca na połowie przeciwnika i... jeszcze długo można byłoby tak wymieniać. Do tego ten niesamowity Bednarek. Poza tym do Rybnika mam sentyment. Raz, że miasto mi się z różnych względów podoba. Dwa, że koszykarsko jest bardzo podobne do Rudy Śląskiej. Ośrodek z bogatą historią, jeśli chodzi o ten sport, w którym dzisiaj jest tylko III liga, rozgrywki młodzieżowe i liga amatorska. Fajnie, że są tam tacy ludzie z pasją jak Ksawery, którym jeszcze chce się tą koszykówkę utrzymywać przy życiu... Polecam wszystkim mecze zespołu Rybnik Team.
Jeśli chodzi zaś o testosteron, to kiedy jakiś szalony fizyk czy chemik wynajdzie sposób na to jak go zmieniać w energię elektryczną, to Polsce nie będzie potrzebna żadna elektrownia atomowa. W zupełności wystarczą mecze Antidotum-Budsar. To co się tam działo w sumie ciężko opisać. Złośliwości, wzajemnych przytyków, łokci i drobnych przepychanek było tam tyle, że starczyłoby na kilka kolejek RALK. To, że niektórzy zawodnicy tych drużyn za sobą nie przepadają (eufemizm) widać gołym okiem. Dawno nie widziałem Krajewskiego i Mandowskiego grających z tak zaciętą miną, a Pindor jak „usiadł” na początku meczu na Dudę to już nie odpuścił mu do końcowego gwizdka. Momentami żal było patrzeć jak tłamsi rywala. W statach tego nie widać aż tak bardzo, ale to był niesamowity mecz Przemka. Choć w sumie widać to po cyferkach u Błażeja, w IV kwarcie już nawet siedzące na widowni partnerki zawodników z Gliwic chciały mu ulżyć cierpienia i krzyczały: „zmieńcie Dudę!”. Działo się. Nawet po meczu trwały jeszcze wymiany uprzejmości pomiędzy Mandowskim i Belknerem, komentowane dodatkowo przez Malcherczyka. Koszykówki w tym wszystkim było niewiele, ale i tak nie można było oderwać wzroku od parkietu, w obawie, że przegapi się coś ważnego. Czekam na rewanż, a najlepiej to niech trafią na siebie ponownie w I rundzie play off, a ja postaram się o plakat z zapowiedzą o tytule: „Tylko dla ludzi o mocnych nerwach”.
 
Na koniec zagadka:
Co łączy następujących zawodników: Darek Porada (Zryw), Adam Przywarka (Sport Rebel), Marcin Malcherczyk (Budsar), Przemek Bednarek (Rybnik Team), Marcin Weselak (Budsar)?
 
Piątka kolejki I ligi:
Karol Chamera (Green Peas) 15 pkt, 7 zb, 2 przech, 6 as – w pełni zasłużył sobie na wszystkie ochy i achy, które słuchać przy stoliku. Jedyny moment kiedy „Groszki” straciły kontrolę nad meczem, był właśnie wtedy, kiedy usiadł na chwilę na ławce. Jeśli miałbym wymienić jedno zagranie, które szczególnie mi się podoba, to byłaby to zmiana tempa kozłowania. Prowadzi sobie dostojnie piłkę, bez zbędnego pośpiechu, a kiedy przeciwnik jest już uśpiony, przyspiesza i mija sobie go z dziecinną łatwością otwierając sobie drogę do kosza. Jeśli zaś dochodzi do niego ktoś z pomocy, błyskawicznie oddaje piłkę wolnemu koledze. Oby tak dalej.
 
Łukasz Celiński (Mode Kociki) 23 pkt, 10 zb, 5 przech, 3 as – coraz odważniej i co najważniejsze coraz lepiej sobie poczyna. Myślę, że wszystkiego jeszcze i tak nie zobaczyliśmy. Na prawdę cieszę się, że gracze Kocików w końcu namówili go do gry w RALK i że nie zraził po falstarcie w I kolejce.
 
Maciej Paszowski (Mode Kociki) 20 pkt, 6 zb, 3 przech, 8 as – myślę, że najważniejszym jego osiągnięciem w tym meczu może okazać się otwarcie Boronowskiego, bo ten we wcześniejszych meczach najzwyczajniej się spalał. Teraz „Paszi” konsekwentnie starał się mu dogrywać piłki i zachęcał do rzutów.
 
Adam Janus (Mode Kociki) 26 pkt, 11 zb, 3 as, 3 bl – fajnie się wymasowali z Zychajłą, a do tego koledzy dali parę razy zagrać Adamowi z góry. Jak na faceta o takich gabarytach, jest bardzo szybki i większość wysokich graczy rywali powinno mieć z nim problem w grze jeden na jeden przodem do kosza.
 
Krzysztof Krajewski (Budsar) 21 pkt, 7 zb, 2 przech, 2 as, 2 bl – heh, chyba zawsze powinien mieć takiego rywala...
 
Jakby mi ktoś 6 lat temu powiedział, że w 2012 roku to będzie piątka kolejki w lidze amatorskiej to bym się popukał w czoło i uznał taką osobę za pensjonariusza zakładu psychiatrycznego... Patrząc na to jacy zawodnicy wciąż biegają po II-ligowych parkietach muszę przyznać, ze dziwnie się te koszykarskie losy układają.
 
Na plus:
Green Peas – zrobili wszystko co trzeba było w starciu z TG Team. Niby recepta nie jest specjalnie skomplikowana, ale trzem drużynom już się to nie udało w tym sezonie. 17-punktowa wygrana, mimo tego, że M. Bartecki rozpoczął od 0/11 z gry jest bardzo cennym osiągnięciem.
 
Mode Kociki – wiem wiem, rywala mieli takiego, że wygraną można było obstawiać w ciemno, ale mi się dodatkowo podobał styl. Fajnie się to oglądało, nawet jeśli było to kopanie leżącego...
 
Na minus:
One Move – zostali stłamszeni... Gdyby w II połowie gracze Basketu nie odpuścili nieco w obronie skończyłoby się jakąś kompromitującą liczbą zdobytych punktów.
 
Sport Rebel – ALTA w meczu z nimi miała wyraźnie gorszy dzień i mogli postarać się to lepiej wykorzystać. Zawiódł zwłaszcza Zarychta.
 
Piątka kolejki II ligi:
Szymon Żymła-Arkadiusz Żuk, czyli Brygada Żet-Żet (Gwiezdno Flota) 37 pkt, 7 zb, 3 przech, 19 as – jakby to powiedział Skipper z „Pingwinów z Madagaskaru”: „Lodzio miodzio panowie!”. Kapitalny duet obwodowych, jeśli ktokolwiek będzie myślał o zatrzymaniu „Gwiezdnej Floty” musi swój plan rozpocząć od unicestwienia ich.
Grzegorz Boczula (Wielka Kiść) 29 pkt, 4 zb, 3 as – jest regularny w dostarczaniu punktów swojej drużynie niczym kroplówka dla chorego. Nic się nie zmieniło, jedna z najlepiej ułożonych rąk w II lidze.
 
Adam Moczygemba (Kociki Bis) 27 pkt, 3 zb, 4 przech, 2 as - niby nie trafił tylko jednego rzutu mniej niż przed tygodniem a jaka różnica co? To się nazywa zareagować pozytywnie po porażce!
 
Ksawery Fojcik (Rybnik Team) 24 pkt, 7 zb, 4 przech, 11 as – kiedy patrzę jak bawi się z rywalami w II lidze, przypomina mi się ostatnia walka z filmu Kickboxer. Tong Po co rundę wybierał sobie inną część ciała, którą obijał Kurta Sloana. Tak jest i z Ksawerym, który co mecz, a czasem i co kwartę wybiera sobie jedno zagranie, którym męczy przeciwnika tak długo, jak przynosi ono oczekiwany skutek. Jak widać po cyferkach rzadko się myli, a od Tong Po różni go to, że na końcu wygrywa.
 
Przemysław Bednarek (Rybnik Team) 26 pkt, 17 zb – nie ta liga, nie ten poziom. Liczę, że w meczach z P&G i Zmarnowanymi, rywali przynajmniej trochę go pomęczą fizycznie...
 
Na plus:
Rybnik Team – myślę, że wyczerpałem temat...
 
Kociki Bis – zdecydowanie najlepszy ich mecz w tym sezonie, zwłaszcza w obronie. W ogóle dobry weekend dla Tomka Kiełtyki.
 
Na minus:
Killa Bees – heh, rzadko się zdarza, żeby cała drużyna jak jeden grała taki piach... Mam jednak dla nich dobrego niusa: gorzej się nie da, więc może być tylko lepiej!
 
Silesia – oddali „cztery równe skoki”, wszystkie w okolicach buli...
 
Niezłe numery:
30 – trzech graczy Modych Kocików wykręciło evalual o wartości 30 lub więcej.
3-0 – bilans Budsaru z Malcherczykiem w składzie
0-2 – bilans Budsaru bez Malcherczyka w składzie
 
Cytat kolejki:
Jakie szczęście... Jakie szczęście, że się spóźnił na nasz mecz.” - Marcin Malcherczyk o pewnym sędziu o sylwetce skoczka narciarskiego ( ;-) ), kiedy ten wchodził na halę podczas meczu Antidotum – Budsar.
 
Do psychologa musza iść.” - Łukasz Śliwka po meczu Killa Bees – Wielka Kiść.
 
Okiem Statysty(ka) na mordo-książce:
 
 
Marcin „Benek” Bębenek
 

 


powrót do aktualności »

Aktualności


Szukaj na naszej stronie

 
 



 

Sonda

Która z podanych niżej imprez podobała Ci się najbardziej?

Rudzki Półmaraton Industrialny
Dzień Dziecka
Nocny Rajd Rowerowy
Hawaii Party
Mistrzostwa w Narciarstwie
Silesian Football Night
Bieg Mikołajów

 

Wybrane zdjęcie