Okiem Statysty(ka) Kolejka I
13 września 2016
Pierwsza kolejka zawsze jest specyficzna. Zarówno dla mnie, jak i dla was. W tym roku byłem podwójnie ciekawy, bo w lidze pojawiło się sporo nowych twarzy, a nawet największa od ładnych paru lat liczba nowych drużyn. Z drugiej strony – po szybko zakończonym poprzednim sezonie - miałem najdłuższe wakacje od RALK odkąd pamiętam, co dodatkowo potęgowało moje wyczekiwanie. Mimo, że pierwsza runda spotkań była mocno „rozrywkowa”, mogę śmiało napisać, że jestem mile zaskoczony. Zwłaszcza nowymi drużynami w II lidze. Myślę, że ten sezon na zapleczu może być mega ciekawy i o awans powalczy większa grupa drużyn, bez jednego murowanego faworyta. Widać też, że każda ekipa stara się uruchamiać swój „dział skautingowy” i wyszukać jakiegoś gracza, którego w RALK jeszcze nie było, a który może zrobić różnicę na parkiecie. Kilku kandydatów do miana „Debiutant roku” już się nam zresztą objawiło. Teraz pozostaje tylko czekać aż w kilku zespołach zapełnią się ostatnie miejsca w składach. Czasem 1-2 transfery „last minute” mogą wiele zmienić. Póki co zaś zapraszam do przeglądu tego co działo się w inauguracyjnym weekendzie sezonu 2016/2017.


Robiłem sobie podśmiechujki z nazwy Sosnowiec Supersonics, ale jak zobaczyłem stroje to już przestałem. Kapitalnie to wygląda! Taki trochę powiew dzieciństwa i przypomnienie sobie czasów, kiedy większość z nas zajarała się tym sportem.

11 strat do przerwy zrobili gracze ze stolicy Zagłębia w I połowie, w tym samym czasie zawodnicy Monstars siedmiokrotnie dziurawili kosz rywali rzutami z dystansu.

W takich okolicznościach wynik 35:26 po 20 minutach można traktować jako najniższy wymiar kary.

Supersonics do odrabiania strat postanowili wykorzystać broń rywali. Sześć trójek w III kwarcie nie tylko pozwoliło odrobić straty, ale i wyjść na dwupunktowe prowadzenie.

Kapitalną II połowę zagrał Paweł Doniec. Wszystko co dobre w grze ekipy z Sosnowca zaczynało się, a często i kończyło się na nim. Również dwie ostatnie punktowe akcje w meczu, które zadecydowały o zwycięstwie Supersonics to jego celny rzut i asysta.

Zespół Dobra, zmiana w starciu z Jaworzno Squad nie miał... zmiany. Dysponowali pięcio, a w zasadzie cztero i pół osobowym składem, bo Sebastian Kusiak grał z kontuzją, która uniemożliwiała mu większość czynności poza bieganiem.

W tych okolicznościach – dodając do tego różnicę w umiejętnościach - sześciu graczy z Jaworzna w zupełności wystarczyło, żeby odnieść spokojne i przekonujące zwycięstwo.

Z rzeczy godnych odnotowania: dobry debiut w RALK zaliczył Andrzej Brańka, choć z wielkimi pochwałami wstrzymam się do meczów z czołówką.

Longmani szybko odczuli brak Muchy i Kręglickiego. Pierwsze punkty w starciu z Reunion zdobyli po 7 minutach.

Straty z początkowych minut zdołali odrobić tylko dzięki ogromnej przewadze na desce. 10 zbiórek w ataku w 13 minut mówi samo za siebie.

Gra Longmanów poprawiła się po wejściu na boisko Jarka Koźmińskiego. 6 punktów, 5 asyst, 3 przechwyty to jego dorobek z II kwarty.

Im dłużej trwał mecz, tym bardziej było widać na boisku różnicę centymetrów. Drużyna Reunion jest bodajże najmłodsza w lidze, więc mogą jeszcze nie wiedzieć, że rozmiar jednak ma znaczenie. Sama technika czasem nie wystarcza. Niestety, ale koniecznie muszą przyjeżdżać na mecze z Robertem Łapotem w składzie. Zwłaszcza jeśli będą tak pudłować z półdystansu i zza łuku jak w meczu z Longmanami.

Bartek Żebrowski stał się zawodnikiem, który ma najbliżej na MOSiR-owską halę Fryna Square Garden. Odległość wynosi jakieś 15 metrów :)

Zespoły Zryw i Romus miały w sobie największy głód koszykówki. Tak im było tęskno do gry, że wydłużyli mecz aż o dwie dogrywki. Przy okazji postarali się by głód dopadł i nas, bowiem był to ostatni mecz w sobotnie popołudnie i cały stolik w głowie miał już czekający w domu obiad.

Tego, że będę jeszcze oglądał w RALK dwójkowe akcje Wojtka Lubojańskiego z Marcinem Czyżem to się nie spodziewałem. A i Przemka Podolskiego miło było zobaczyć po długiej przerwie.

Od tego momentu wyraz „trałkowanie” przestaje mi się kojarzyć z piłkarzem Lecha Poznań i jego słynnym leżeniem na boisku i obserwowaniem jak rywal zdobywa bramkę. Od teraz oznacza to pokaz wszechstronnej koszykówki.

W samej I kwarcie przeciwko Remusowi jego cyferki wyglądały tak: 8 punktów, 5 zbiórek, 3 asysty, 2 przechwyty.

Po trzech częściach gracze Romusa mieli 7/21 z linii osobistych. Ratował ich Mateusz Lisiak, który w III części gry zdobył 12 oczek.

Dwie trójki Trałki w ostatnich 2 minutach podstawowego czasu gry mogły przechylić szalę na stronę Zrywu.

Inne plany miał jednak Przemek Breguła, który na 7 sekund przed końcem doprowadził do wyrównania.

Obie dogrywki to popis duetu Trałka-Bednarek. W pierwszej do wyrównania zdołał jeszcze doprowadzić Tomek Oczadły, trafiając wszystkie 3 rzuty osobiste, ale w drugiej osamotniony w staraniach Sebastian Breguła nie dał już rady odrobić strat.

Baliśmy się meczu Wataha-ZGP w niedzielny poranek. Z jednej strony nowa drużyna, z drugiej Jarek Harazin zgłosił ledwie 7 czy 8 zawodników.

Obawy okazały się nieuzasadnione. Wataha grała szybką, energetyczną koszykówkę, a ZGP z tradycyjną piątką + Bartek Skop dała radę za nimi gonić.

Ten ostatni sporo pudłował, ale w IV kwarcie głównie dzięki niemu odrobili 10 punktową stratę. W samej końcówce nie trafił jednak dwóch rzutów zza łuku, które mogły dać dogrywkę

W dwóch kluczowych akcjach, które przesądziły o zwycięstwie Watahy palce maczał Marcin Kucharz. Konkretnie zaliczył dwie asysty.

W nowej drużynie podobać mogła się też gra Wiktora Solejdowicza. Ciekawy jestem jak się zaprezentuje na tle innych podkoszowych.

Początek starcia Killa Bees z Olimpią to jeden wieli chaos. Problemem było nie tylko zdobycie punktów z gry, ale już samo stworzenie otwartej pozycji do rzutu. Pierwszy kosz z akcji udało się trafić po ponad 5 minutach. Wynik po I kwarcie 7:5.

W ogóle cała I połowa w wykonaniu „Pszczółek” była ciężkostrawna. Patrząc na ich skład – koszykarski kryminał. Jakby od zakończenia poprzedniego sezonu pierwszy raz widzieli się na oczy.

O nieskuteczności ich rywali niech świadczy fakt, że pomimo tak słabej gry i tak prowadzili do przerwy z Olimpią 18:15.

O dziwo w II połowie ekipa z Piekar nie dość, że nie dała rady się ogarnąć, to im dłużej trwał mecz, tym bardziej absurdalne rozwiązania wymyślali.

Rywale z Olimpii w końcu musieli to wykorzystać. Końcówka to popis Karola Schlagnera. Najpierw na 1:19 zmniejszył straty do jednego punktu, a pół minuty później dał swojej drużynie prowadzenie 40:41. Do tego dołożył jeszcze blok na Goranie Tomaniciu gdy ten 3 sekundy przed końcem próbował doprowadzić do remisu.

W jakże odmiennych nastrojach rozpoczynają ten sezon obie drużyny. Wierzę jednak w jednych i drugich, oba zespoły dokonały bowiem ciekawych wzmocnień, tylko muszą to teraz poukładać na nowo.

Sor-Drew i Płomień długo grali na zero z tyłu. Przez niemal 6 minut na tablicy utrzymywał się wynik 0:0.

Kwarta skończyła się wynikiem... 0:4. Ekipa z Sosnowca mogła się po tych 10 minutach pochwalić skutecznością z gry 2/21, a ich rywale oddali w tym czasie... 5 rzutów, do których dołożyli 8 strat.

Zdobyte łącznie przez oba zespoły 4 punkty to nowy rekord RALK.

To co się działo później... Ja nie wierzę, gracze Sor-Drew nie wierzą... Do wieczora przychodzili do mnie gracze, którzy pytali co tam się stało.

Drużyna z Sosnowca została pogoniona przez piątkę panów, których średni wiek wynosił w okolicach 52 lat. I nie piszę tego, żeby wypominać wiek, ale żeby docenić. Bo jak słusznie mawia „Łoli”: „będę szczęśliwy jak w tym wieku w ogóle będę biegać”. A oni wciąż grają. I to jak grają!

Joachim Wolnik i Ryszard Stankiewicz znowu zaprosili młodzieńców na lekcję podstaw koszykówki.

Fajnie było widzieć po meczu zadowolone twarze całej piątki!

To, że rozpoczęły się mecze I ligi słychać już po samym odgłosie biegających zawodników. Zdecydowanie rośnie wtedy liczba kilogramów.

Jak mi brakowało krzyku Łukasza Błędowskiego, ustawiłbym jako budzik! :)

W meczu z 4deal też się przydał, bo momentami można było przysnąć.

Jednym i drugim wszystko na boisku szło baaardzo opornie.

Choć zaangażowania nikomu odmówić nie można. Zresztą drużynę z Katowic lokowanie go tam gdzie nie trzeba kosztowało trzy „dachy”.

Takie mecze sprawiedliwiej byłoby jednak kończyć remisem.

Od początku Wielka Kiść robiła przewagę nad Budsarem samą ruchliwością. Dokładnie byli jakieś 47 razy bardziej mobilni.

Wystarczyło do prowadzenia 9:21.

W II ćwiartce gracze z Zabrza przypomnieli sobie, że największą siłą dysponują w strefie podkoszowej i zaczęli z tego korzystać.

Generalnie jednak większość drużyny uznała, że to za proste i szybko wrócili do tradycyjnej japońskiej sztuki koszykówki. Podręcznikowe „Asejebne”! Wcale mnie nie dziwiła frustracja Tomka Milewskiego na rzuty oddawane w 3 sekundzie akcji.

Wielkiej Kiści nie pozostało więc nic innego jak wycisnąć z tego meczu ile się dało, czyli po prostu wygrać go.

I tu już jest pierwsza różnica między tym co prezentowali w poprzednim sezonie, kiedy na początku kilka meczów przegrali, chociaż prowadzili jeszcze w IV kwarcie.

Na pewno pomogło im aż 20 zbiórek w ataku, w czym brylował zwłaszcza Marcin Sowa i nieuchwytny Kamil Januszka.

Debiut Dobermanow w I lidze zaczął się mocno przeciętnie. Na zdobycie pierwszych 10 oczek potrzebowali aż 18 minut i jakoś tak ciężko patrzyło się na ich grę. Jak na nich na boisku było strasznie dużo chaosu, jakby spotkali się pierwszy raz po długiej przerwie.

Za to w zespole TG Power Krzysiek Pyzik szybko pokazał dlaczego będzie bardzo wartościowym wzmocnieniem. Koszykarskie IQ na najwyższym poziomie, a z tego jak dużo widzi na boisku koledzy będą mieli sporo radości i otwartych pozycji do rzutu.

Dachem już w pierwszym meczu mnie jednak zaskoczył :)

Dobermany pierwszy raz wyszli na prowadzenie po trójce równo z syreną kończącą III kwartę.

W ostatniej części gry graczom z Tarnowskich Gór strasznie zagrzały się głowy i przestrzelili mnóstwo rzutów z dobrych pozycji. Sam Wojtek Kampa miał 5 okazji, które w pierwszej połowie bez problemu wykorzystywał. W grze utrzymywały ich w zasadzie tylko trójki Pyzika.

Dobermany robiły wiele by z prezentów rywali nie skorzystać. Jednak dzięki ambitnej postawie tercetu Białkowski-Ditmer-Kręglicki dowieźli zwycięstwo do końcowego gwizdka.

Mecz Green Peas - Demony zapowiadał się świetnie i tak też było w rzeczywistości. Pod względem koszykarskim było to najlepsze co zobaczyłem w I kolejce.

Artur Bubel pokazał, że przeskok z II do I ligi to dla niego żaden problem.

Przemek Babiarz, że wakacyjna przerwa od koszykówki niekoniecznie musi źle wpłynąć na skuteczność. Przynajmniej tą zza linii 6,75. 6 trójek w ostatecznym rozrachunku miało ogromne znaczenie.

Karol Chamera jest dalej Karolem Chamerą. Człowiek orkiestra.

Brak Artura Lewickiego sprawił, że zespół z Dąbrowy nie miał na niego sposobu.

Jeszcze półtorej minuty przed końcem na tablicy był remis po 61. Od tego momentu nastąpił „blitzkrieg”. Trójka Marcina Barteckiego, przechwyt Karola i dwa punkty z kontry, kolejny celny rzut zza łuku tym razem Marka Kubasa i było pozamiatane.

Dupne Derby Rudy Śląskiej coraz mniej mi się podobają, a coraz więcej wzbudzają obaw. Jak dla mnie za dużo złej krwi i niekoniecznie żartobliwej złośliwości.

Drim Tim wygrał mecz, do którego przystąpił bez braci Nowrotków i Michała Cichonia, Łukasz Kosmowski zszedł po paru minutach z kontuzją, a ostatnią minutę i 13 sekund grali w czterech.

W zasadzie mówi to wszystko o potencjale jaki zgromadzili w tym sezonie.

Przed Gwiezdną Flotą z kolei sporo pracy by wszystkie tryby machiny się zazębiły. Ale personalnie wygląda to całkiem nieźle. Kluczem będzie jednoczesne wykorzystanie potencjału Adama Janusa i Kuby Modrzyńskiego.

Inauguracyjne derby stały na słabym poziomie, a gra była strasznie szarpana.

To jak wyglądały najlepiej oddała sama końcówka, kiedy gracze Drim Timu przestrzelili 6 osobistych, dając tym samym rywalom kolejne szanse na wyrównanie.

Fajnie w zespół aktualnego mistrza wpasował się Kuba Hirsz. Zrobił kawał dobrej roboty w obronie, a także trafił m.in. bardzo ważną trójkę na 2 minuty przed końcem, która dała remis.

Wróciły mecze o 20:30...

Pierwsze tego zaszczytu dostąpiły zespoły Atomic i Rybnik Team. Obie ekipy na wieczorową wycieczkę na rudzkie parkiety udały się w 6-osobowych składach.

W I połówce gracze z Sosnowca potrafili jeszcze dotrzymać kroku rywalom, a nawet minimalnie prowadzić. W II jednak dominacja – zwłaszcza fizyczna – drużyny z Rybnika nie podlegała dyskusji.

W drugich 20 minutach cyferki niby się zgadzały, tylko kolejność nie ta. Wynik 14:41 mówi wszystko.



Piątka kolejki II ligi:

Paweł Doniec (Supersonics) 22 pkt, 4 zb, 7 as – jak już się rozbujał to nie dał się zatrzymać. W II lidze powinien być jedną z najlepszych jedynek.


Andrzej Brańka (Jaworzno) 23 pkt, 17 zb, 3 przech, 7 as – jego zespół mierzył się z idealnym rywalem by bezstresowo wejść do RALK. Na parkiecie mógł robić dosłownie wszystko i świetnie to wykorzystał.


Wojciech Trałka (Zryw) 37 pkt, 10 zb, 5 przech, 5 as ,2 bl – debiut marzenie. Już przed meczem znawcy Rybnickiej Amatorskiej Ligi Koszykówki mówili, że to całkiem niezły zawodnik, ale i tak mnie zadziwił.


Joachim Wolnik (Sor-Drew) 18 pkt, 14 zb, 3 as – nie dało się zagrać lepiej, profesor.


Wiktor Solejdowicz (Wataha) 14 pkt, 13 zb, 2 as – zaczął dość nerwowo w ataku, ale później już było coraz lepiej. Bardzo miła niespodzianka. W tej lidze sprawny wysoki jest na wagę złota.


Piątka kolejki I ligi:

Tomasz Kucharczyk (Drim Tim) 16 pkt, 8 zb, 4 as – duża trójka w samej końcówce, można nawet wybaczyć przestrzelone osobiste. Brał na swoje barki ciężar gry w trudnych momentach.


Kamil Januszka (Wielka Kiść) 19 pkt, 9 zb, 3 as – mógł 3 razy oblecieć wszystkich graczy Budsaru dookoła, a ci i tak nie dali rady by go zauważyć. Kawał dobrej roboty po obu stronach parkietu.


Karol Chamera (Green Peas) 15 pkt, 6 zb, 3 przech, 7 as – zagrał typowego Karola, czyli dla rywali oznaczało to same problemy.


Przemek Bednarz (Green Peas) 22 pkt, 8 zb, 2 bl – sześć trójeczek na tak zwanej świeżości, zdziwienie, które malowało się na twarzach jego kolegów było bezcenne.


Dawid Czkór (Rybnik Team) 19 pkt, 11 zb – jeśli w zespole z Rybnika zagości na stałe, to będzie bardzo solidnym wzmocnieniem.


Marcin „Benek” Bębenek

 


powrót do aktualności »

Aktualności


Szukaj na naszej stronie

 
 



 

Sonda

Która z podanych niżej imprez podobała Ci się najbardziej?

Rudzki Półmaraton Industrialny
Dzień Dziecka
Nocny Rajd Rowerowy
Hawaii Party
Mistrzostwa w Narciarstwie
Silesian Football Night
Bieg Mikołajów

 

Wybrane zdjęcie