Okiem Statysty(ka) Kolejka IV
3 października 2016

Opis wydarzeń IV kolejki RALK w wykonaniu Marcina Benka Bębenka czyli Okiem Statysty(ka). Serdecznie zapraszamy do czytania.

...najpoważniejsza z najmniej poważnych rzeczy na świecie.


Pojedynek braci Breguła z drużyną, w której zadebiutowali w RALK na rozpoczęcie IV kolejki zapowiadał się całkiem nieźle.

Dla Romusa nie zaczął się jednak – delikatnie mówiąc – najlepiej. Bilans pierwszych 8 minut: 0/11 i 4 straty. Rywale w tym czasie rzucili – głównie za sprawą Tomka Jakubczyka – 8 oczek.

Od początku II kwarty do Tomka dołączył z dobrą grą jego imiennik Sawicki oraz Jarek Góra i przewaga urosła do 13 punktów.

O zmniejszenie strat starał się duet doświadczonych graczy z Katowic: Sebastian Breguła i Tomek Oczadły oraz Wojtek Lubojański, który w ważnym momencie trafił zza łuku.

Pierwsze prowadzenie dla Romusa wywalczył Maciej Walerowicz, który w krótkim odstępie czasu trafił dwie trójki. Minutę później dołożył kolejną i jego zespół przed ostatnią częścią miał 6 punktów przewagi.

W ostatnich 10 minutach gracze Dobrej zmiany opadli z sił, a rywale konsekwentnie powiększali przewagę, w czym główny udział miał regularnie punktujący Sebastian Breguła.

Przegranym współczuję. Z powodu dużo poważniejszej straty, niż głupi punkt w tabeli.

Wraz ze startem meczu Killa-Supersonics trzeba się było przestawić na zupełnie inne tempo gry.

Patrząc na składy wydawało się, że gracze z Sosnowca nie będą mieli żadnych problemów z mocno osłabiony rywalem. Tak to już jednak w RALK jest, że czasem zbyt liczny skład tez przeszkadza w płynnej i skutecznej grze.

Ratowała ich za to aktywna, zespołowa obrona.

Nic więcej nie ma sensu o tym meczu pisać.

Monstars w 10 minut ustawili sobie mecz z ZGP. 28:10 i cała lawina kontr po przechwytach.

Kto był czołowym złodziejem nawet nie muszę pisać.

Ekipa z Będzina poczuła się chyba jakby już wygrała mecz, a tu było jeszcze 30 minut grania.

ZGP konsekwentnie odrabiało straty, by na 7:30 przed końcem zmniejszyć je do ledwie 4 oczek. Stało się to po kolejnej trójce Artura Czempika.

Do końca meczu gracze Monstars nie odzyskali już rytmu w ataku, ale przynajmniej dobrą obroną i całkowitą dominacją na deskach dali radę utrzymać korzystny wynik.

Starcie Reunion-Płomień było idealną okazją do przełamania się.

Dla obu drużyn.

Zaczęli dobrze „Ponownie połączeni”, którzy dzięki trójkom Andrzeja Boronowskiego i Rafała Chrząszcza objęli prowadzenie. Jednak ekipa z Sosnowca szybko się ogarnęła i duet Lubos-Rospondek doprowadził do wyrównania.

Rudzianie pierwsze punkty w II kwarcie zdobyli po 6 minutach gry. Rywale zdążyli już odjechać na 9 punktów.

Do końca meczu tylko przez krótki moment po punktach Marcina Nowoka przewaga zmalała do 4 oczek, a później już konsekwentnie rosła.

Nie spodziewałem się, że Reunion będą chłopcami do bicia.

Szacun dla Marka Jasińskiego za to, że półtora meczu gwizdał sam i dał radę.

9 graczy Sor-Drewu na meczu, po którym nie ma imprezy? To coś nowego :)

Olimpii to jednak nie przeszkadzało, w końcu w wśród rywali nie było Kamila Gorausa.

Początek meczu to show Kamila Chmielorza. 8 punktów (w tym 2x3) i asysta oznaczały, że brał udział w każdej udanej akcji swojego zespołu.

Kiedy w II kwarcie dostał wsparcie od kolegów, ekipa z Boruszowic prowadziła 20:13.

Do końca kwarty – przez 7 minut – nie zdobyli już jednak żadnego punktu, a Rudzianie wykorzystali okazję i zniwelowali przewagę.

Przez 20 minut gracze Sor-Drewu nie popełnili żadnego faulu.

Granie na remisie z tak doświadczoną drużyną jak twórcy legendarnych Kocików i liczenie, że wygra się w końcówce jest bardzo kiepskim pomysłem.

Ostatnia kwarta to popis rutyny i konsekwentnej gry Sor-Drewu po obu stronach parkietu. Piłka krążyła z rąk do rąk, aż pojawiła się otwarta pozycja do rzutu. Kapitalnie grał Marian Piątek, a mocno wspierali go jeszcze Andrzej Miziniak i Joachim Wolnik.

Wataha mimo ogromnej przewagi na deskach, od początku meczu musiała gonić wynik. Nie pomogło nawet 6 szans na ponowienie akcji. Piłka po prostu rzadko znajdowała drogę do kosza.

Jaworzno za to robiło swoje. Bez pośpiechu, inteligentnie i nawet przy braku skuteczności na obwodzie odjechali szybko na bezpieczne 15 punktów.

Do końca nic się już nie zmieniło. Od czasu do czasu Daniel Sergiel nacisnął w obronie i napędził kontrę. W zupełności wystarczyło do przekonywującego zwycięstwa. Czekam na przyszły tydzień i starcie Jaworzna z Supersonics. Poproszę o jak najmocniejsze sklady!

U Watahy zabrakło mi „zęba” w grze, zupełnie jakby od początku nie wierzyli, że mogą coś ugrać.

Tylko jeden mecz trwała przerwa w „trałkowaniu”. Tym razem już w I kwarcie Wojtek zdobył 8 punktów i 4 razy kradł piłkę Longmanom.

Wspólnie z Marcinem Szatką wypracowali 14 punktów przewagi, po czym... szeroką ławą weszli rezerwowi i zrobiło się ledwie +3.

Bliżej podejść nie dali rady. Przeszkodził im nie tylko powrót Michała Sulińskiego i Wojtka Trałki, ale też kolejne straty Andrzeja Szczerka.

Nigdy nie myślałem, że grę Zrywu będę opisywał słowami: konsekwentna i przemyślana. A tak było przez prawie całą II połowę.

Myślenie skończyło się w końcówce, kiedy ktoś w Zrywie znowu wpuścił rezerwowych. W 40 sekund przewaga z 13 zmalała do 4 oczek na 44 sekundy przed końcem.

Mieli szczęście, bo i Longmanom zabrakło pomysłu na końcówkę i bliżej nie zdołali już podejść.

Wojtek Trałka zdobył ostatecznie ponad połowę punktów zespołu, a w całej drużynie Zrywu punktowało ledwie 4 zawodników. Jak się okazało można i tak.

W sumie to najważniejsze co tego dnia dotyczyło Longamanów działo się gdzie indziej. Łukasz Urych przebiegł maraton! Gratulacje! Dla mnie niezmiennie jest to wzór zawodnika RALK, dlatego cieszę się podwójnie.

Trochę dziwnie się robi kiedy przeskakujemy na I ligę i oglądamy większy chaos niż meczu, w którym łącznie było 40 strat.

Dobermany bez Olka Ditmera mają na boisku totalny burdel. Co dziwne do tego sposobu gry dostosowali się gracze „Groszków”.

Ekipie z Tychów nie pomogło nawet to, że Karol Chamera w I połowie nie trafił żadnego rzutu z gry.

Za dwóch trafiał za to Przemek Bednarz.

Przy mizerii ofensywnej Tyszan (nikt nie rzucił więcej niż 8 oczek) wystarczyło, że momentami uruchamiał się Marek Palej i Marcin Palicki, żeby Green Peas prowadzili kilkunastoma punktami.

Ten ostatni zagrał kapitalne zawody w obronie.

Dobermany w sposobie gry w ogóle nie przypominają drużyny, która wywalczyła awans.

Oglądając początek meczu Rybnik-Budsar przecierałem oczy ze zdumienia. Zabrzanie bez strat, dzieląc się piłką zdobywali kolejne punkty. 15 oczek w 5 minut to dawno nie zdobyli.

Co jeszcze dziwniejsze, kiedy przydarzył im się przestój w grze, w trakcie którego zaliczyli 3 straty, a Karol Kupczak trafił 3 razy z rzędu, potrafili się szybko pozbierać.

Świetna I kwarta. Z obu stron.

W II powoli przeważać zaczął zespół z Rybnika. Świetną zmianę dali Dawid Czkór i Tomek Szymura. Po trójce tego drugiego prowadzili 33:31.

Budsar nie dawał jednak za wygraną, a równie dobrze do gry wprowadzili się Marcin Reszkiewicz i Marcin Tartas.

Ostatecznie osobiste Karola Kupczaka zapewniły Rybnikowi 7-punktowy handicap.

II połowa to stopniowo rosnąca przewaga Przemka Bednarka i spółki. Budsar nie grał źle, ale powoli tracili dystans, głównie przez słabszą od rywali skuteczność zza łuku. Na trójki Adama Pierchały, Bartka Polnika i Tomka Szymury, odpowiedział tylko Tomek Milewski.

Budsarowi na pewno nie pomogło też to, że punktu spod dziury zdobywał Tomek Szymura.

Ostatecznie gra Zabrzan posypała się w IV kwarcie, kiedy przez 5:30 nie potrafili zdobyć punktów, podejmując coraz mniej zrozumiałe decyzje rzutowe i tracąc piłki. Pochwalić można w zasadzie tylko Tomka Milewskiego i Marcina Tartasa.

W I kwarcie Wielka Kiść zdominowała walkę na tablicy (15:4 w zbiórkach) i dzięki temu wypracowali niewielką przewagę nad Gwiezdną Flotą.

Dla równowagi szybsza gra pozwoliła rozwinąć skrzydła Kubie Modrzyńskiemu, który rozkręcał się z minuty na minutę. .

W zespole z Gliwic regularnie trafiał Marcin Szpala, a dobrze z ławki wprowadził się do gry Krzysiek Nowakowski.

Świetna II kwarta duetu Białdyga-Przybyła pozwoliła Gwiezdnej Flocie objąć 9 punktowe prowadzenie. Mogło być nawet wyższe gdyby nie pudła z linii rzutów osobistych.

Zdążyłem zapomnieć jak dobrze potrafi grać Krzysztof Swoboda. Dobrze, że o sobie przypomniał.

W II połowie Gwiezdno nie tylko nie zwolniła tempa, ale jeszcze je podkręciła. Do świetnie funkcjonującego szybkiego ataku dołożyli kolejne trafienia z dystansu. Kroku wśród rywali dotrzymywał im w zasadzie tylko Nowakowski.

Demony przez pierwsze 4 minuty nie próbowali nawet oddać rzutu za 2. No i po co, skoro wpadło 4/5 zza łuku.

Po dwóch kolejnych mieli już 14 punktów przewagi.

Gracze 4deal nijak nie potrafili znaleźć na to recepty, a w ataku wykorzystać przewagę w warunkach fizycznych.

Kapitalną połówkę zagrał Łukasz Kaszycki. 3x3, 9 zbiorek, 3 przechwyty.

Dziesiątą trojkę Demony trafiły w 23 minucie meczu.

Mimo 30-punktowej przewagi tym razem ekipa z Dąbrowy nie odpuściła i walczyła o jak najwyższy wynik do samego końca. O to mi chodziło!

Pół godziny przed meczem gracze Drim Tim mówili między sobą: „Traczyka niy bydzie, rano widziołch zdjyncie na fejsbuku z Mauritiusa”, 10 minut później „Kenny” wszedł na halę. Globalna wioska :)

Bardzo, ale to bardzo lubię starcia aktualnych mistrzów RALK z Sport Rebel. Poziom I kwarty doskonale zobrazował dlaczego.

Akcje Tomka Kucharczyka i Kuby Nowrotka, na które momentalnie odpowiadali Mateusz Zarychta i Łukasz Błędowski – świetny początek.

Po drugiej trójce Michała Błędowskiego Sport Rebel osiągnął najwyższe – 7-punktowe – prowadzenie.

Błyskawicznie zostało ono skasowane przez „Wally-ego” i Pawła Nowrotka.

O minimalną przewagę na korzyść Bytomian postarali się ponownie Filip Zemrzycki i Łukasz Błędowski.

Ten drugi rozgrywał dzisiaj kapitalne zawody. Świetnie zbiegał za plecy obrońców, a koledzy dostarczali mu piłkę pod sama dziurę. Gdyby tak jeszcze osobiste trafiał...

W ogóle cały zespół Sport Rebel miał w tym elemencie gry 7/21.

Z tych prezentów próbował skorzystać Drim Tim. Na 1:17 przed końcem Paweł Nowrotek zmniejszył straty do 2 oczek, a chwile później jego brat doprowadził do remisu.

Sport Rebel nie pozwolili jednak, żeby wcześniejsza praca poszła na marne. Na 6,4 s do końca decydujące punkty zdobył Paweł Zielony.

Gracze TG Power i Atomic postarali się, żeby mimo późnej godziny nie dopadło nas znużenie.

Panowie od pierwszych minut urządzili sobie niezłą strzelnicę. Na trójki Adriana Kupki i Mikołaja Parkietnego, tym samym odpowiadał Sebastian Kołodziej, a jego koledzy dokładali jeszcze punkty po penetracjach.

Najwyższa przewaga Atomic wynosiła 8, ale została zniwelowana przez duet Kampa-Parkietny. W końcu po długiej przerwie Robert Wieczorek trójką wyprowadził TG Power na prowadzenie, a trzy kolejne takie rzuty Mikołaja pozwoliły podwyższyć je do 9 oczek.

W przeciwieństwie do rywali, ekipa z Tarnowskich Gór nie roztrwoniła już takiego kapitału, a jakiekolwiek marzenia przeciwników trójkami szybko kasował Robert Wieczorek.


Dziękuję za kolejną partię karmy dla kotów dla schroniska Fauna. Tym razem zarówno w sobotę, jak i w niedzielę czekały już na mnie pełne reklamówki od zespołu Romus Katowice oraz od Darka Maleńskiego z Olimpii Boruszowice. Jednocześnie miło mi poinformować, że pierwsza partia – 114 kg – zebranej karmy pojechała do schroniska :)



Piątka kolejki II ligi:

Jarek Olesiński (Monstars) 5 pkt, 9 zb, 9 przech, 10 as – o jedną zbiórkę i przechwyt od triple-double bez punktów... kosmos... Gdyby Gandalf jeszcze raz musiał wybrać „złodzieja” do swojej misji, to z pewnością byłby to „Olo”.


Daniel Sergiel (Jaworzno Squad) 18 pkt, 2 zb, 6 przech, 7 as – dwie trójki ostatni raz trafił nieco ponad rok temu, więc nie miałbym serca, gdybym go nie wyróżnił ;)


Wojciech Trałka (Zryw) 27 pkt, 4 zb, 7 przech – przed meczem gracze Longmanów pytali mnie, który to jest ten co tak trafia. Jak widać bardzo im pomogła ta wiedza.


Przemysław Komendarski (Monstars) 21 pkt, 9 zb, 3 as – kapitalna forma na początku sezonu i kolejny mecz, którym to potwierdził. Dzik.


Sebastian Breguła (Romus) 18 pkt, 13 zb, 2 przech, 2 as – ogromnie się cieszę, że zmontował drużynę i z roli jaką w niej pełni. Na półdystansie trzeba przynajmniej próbować mu przeszkadzać.


Piątka kolejki I ligi:

Adrian Wilk (Demony) 24 pkt, 2 zb, 5 as – tym razem z większą rolą w ataku, więc buszował na połówce rywali jak wicepremier Morawiecki w kieszeni podatnika.


Karol Kupczak (Rybnik) 22 pkt, 2 zb, 2 przech, 2 as – kiedy jest skupiony tylko na grze, może prezentować się tak jak w starciu z Budsarem. Ważne trójki, świetne kontry.


Jakub Modrzyński (Gwiezdno Flota) 23 pkt, 4 as – zaczął znowu niepewnie, ale rozkręcał się z minuty na minutę. Szybkie tempo gry to dla niego woda na młyn.


Mikołaj Parkietny (TG Power) 27 pkt, 13 pkt, 3 as – kółeczko mu się świeciło na czerwono, więc siekał ile się dało. Rewelacyjna dyspozycja, a dla rywali ogromny kłopot, no bo zrobisz kiedy facet z takimi warunkami fizycznymi ładuje trójkę za trójką.


Łukasz Błędowski (Sport Rebel) 20 pkt, 11 zb, 2 przech – Bytomianie wygrali, więc osobowe puszczamy w niepamięć, a poza nimi spisywał się rewelacyjnie. Nie ma lepszej reklamy treningów, które prowadzi, niż jego własna dyspozycja fizyczna.


Cytat kolejki:

„Mam krew na rękach.” - tymi słowami Rafał Janik próbował przekonać sędziego, że... był faulowany.


Marcin „Benek” Bębenek

powrót do aktualności »

Aktualności


Szukaj na naszej stronie

 
 



 

Sonda

Która z podanych niżej imprez podobała Ci się najbardziej?

Rudzki Półmaraton Industrialny
Dzień Dziecka
Nocny Rajd Rowerowy
Hawaii Party
Mistrzostwa w Narciarstwie
Silesian Football Night
Bieg Mikołajów

 

Wybrane zdjęcie